„Brak wybaczenia to jak picie trucizny myśląc, że zaszkodzi ona innej osobie”
Zazwyczaj najtrudniej wybaczyć swoim rodzicom ponieważ byli oni dla nas w dzieciństwie najbliższymi istotami, a rany zadane przez nich najgłębiej bolały. Często udajemy przed samymi sobą, że nic do rodziców nie mamy, a w rzeczywiści zżera nas złość na nich, smutek czy ból. Umniejszamy swojemu bólowi, przecież w sumie to „nie byli tacy źli, kochali mnie”. Tyle, że jako dziecko nie potrafiliśmy sobie racjonalnie wytłumaczyć wielu zachowań naszych bliskich, czuliśmy się odrzuceni, czuliśmy poczucie winy, umniejszyliśmy swojej wartości i tak niesiemy skrzywdzone dziecko w ciele dorosłego, a życie nie układa się jakoś tak jak powinno – reagujemy nadmiernie emocjonalnie w niektórych sytuacjach, czujemy pustkę, wydaje nam się, że coś z nami nie tak, ze jesteśmy niewystarczająco dobrzy. Dziecko odczuwa bardzo mocno rzeczy które dla dorosłego mogłyby być jedynie błahostką.
Trudno też wybaczyć sobie, tak łatwo się oskarżyć za niepowodzenia i błędy przeszłości, źle podjęte decyzje, złe zachowanie względem kogoś. Ale często jest tak, że z tego miejsca bólu, z miejsca gdzie sami mamy nieuzdrowione rany krzywdzimy siebie lub innych, dlatego aby nie krzywdzić siebie i innych warto przyjrzeć się tym ranom, opatrzyć je i pozwolić się zabliźnić.
Wybaczenie to proces zabliźniania rany, często rana odrzucenia krzywdy jest bowiem otwarta przez całe lata, sączy się z niej ropa smutku i żalu. Kiedy wybaczamy pozwalamy tej jątrzącej się ranie zabliźnić się. Owszem pozostanie zawsze jakaś blizna, lecz blizna ma to do siebie, że nie boli, staje się prawie niewidoczna, a z czasem zapominamy nawet, że ją mamy. Wybaczenie nie oznacza, że mamy zacząć przepadać za osobą, której przebaczamy, że mamy wysyłać jej przyjazne smsy i bratać się z nią przy wigilijnym stole z uśmiechem nakładając jej uszka ma talerz i zalewając barszczykiem. Może tak być. Byłoby pięknie, ale nie musi. Kiedy piszę te słowa jest listopad i pewna bliska mi osoba, która nie mogła ze względu na stan zdrowia wybrać się na groby, postanowiła pomodlić się za zmarłych z rodziny i bliskich znajomych, za każdego z osobna. Mówiła mi, że doliczyła się 47 osób ale za 3 osoby nie była w stanie się pomodlić, po prostu nadal ma do nich jakiś uraz i złość, a modlitwa nie mogła popłynąć wtedy z serca.
Co ciekawe, te osoby nie żyją już od wielu lat. Komu może zaszkodzić ta trucizna niewybaczenia, osobom już dawno w proch obróconym, czy jednak osobie pozostającej na ziemskim padole, żywiącą urazę i żal. Wybaczyć tak naprawdę to móc bez emocji pomyśleć o danej osobie, umieć życzyć jej wszystkiego dobrego, wyobrazić sobie ją przed sobą w myślach i móc powiedzieć do niej szczerze „Kocham Cię i życzę Ci wszystkiego dobrego”. Gdzieś na głębszym, niewidzialnym poziomie wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni, wszyscy jesteśmy dziećmi Boga, pochodzimy z tego samego źródła miłości. Jeżeli nie potrafię zaakceptować w pełni drugiego człowieka, gdzieś w jakiejś części wypieram cząstkę siebie, nie potrafiąc jej zaakceptować, kiedy odrzucam kogoś, odrzucam też siebie, kiedy nie kocham drugiego człowieka nie kocham też w pełni siebie. „Kochaj bliźniego swego jak siebie samego” mówi przykazanie miłości, jest ono piękną prawdą, jednakże pod warunkiem, że potrafimy kochać siebie naprawdę.
Jest jeszcze jeden aspekt dlaczego koniecznością jest abyśmy wybaczyli wszystkie urazy. Kiedy masz żal do kogoś, czujesz urazę, gniew w jakimś sensie oddajesz mu swoją energię. Trzymanie tych emocji w sobie, które gdzieś pod przykrywką świadomości głęboko buzują w podświadomości czekając na ujście jest bardzo destrukcyjne dla naszej psychiki, ale i dla naszego fizycznego ciała. Dlatego wybaczenie dokonujesz przede wszystkim dla siebie, dla Twojego zdrowia.
Kiedy wybaczasz wychodzisz z pozycji ofiary. Już nie jesteś tą skrzywdzoną, niewinną osobą, już nie masz na kogo „zwalić” winę za swoje, być może w Twoim odczuciu „popaprane” życie, za swoje niepowodzenia. To nie ten, kto Cię skrzywdził, oszukał, molestował, znęcał się nad Tobą, okaleczył, porzucił, zwyzywał, okłamał jest winny. Przejmujesz odpowiedzialność za swoje życie, wychodzisz z toksycznego układu kat-ofiara raz na zawsze. Jest to bardzo uwalniające, przyjmujesz swoją moc i przestajesz oddawać ją osobie, którą do tej pory nienawidziłeś.
Być może zdziwi Cię to, ale w swoim procesie wybaczania w pewnym momencie możesz dojść do konkluzji, że tak naprawdę to właściwie od początku nic nie było do wybaczenia. Bywa tak, że na bardzo głębokim poziomie pewne osoby odegrały w Twoim życiu tylko swoją „rolę”. Zrozumienie tego zjawiska wymaga bardzo wnikliwego spojrzenia i przytomnej świadomości ale jest cudownym doświadczeniem. Przez długi czas nie mogłam wybaczyć mężowi, że nie zaopiekował się mną w chorobie, tak jakbym tego oczekiwała, lecz po czasie przyszło do mnie, że on tylko tak mógł się zachować na ile miał przyzwolenie w mojej osobie, był tylko lustrem mojego poczucia lęku, osamotnienia, odrzucenia, złości i tego, że tak naprawdę nigdy ja sama nie potrafiłam zaopiekować się sobą. Ja tak naprawdę nie dałam mu szansy sobie pomóc.
W tych trudnych dziecięcych ranach, które także miałam do uleczenia dużo mi dało zrozumienie, że wszyscy jesteśmy w pewnym sensie ofiarami ofiar, że rodzic czy bliski, który także dźwiga od dzieciństwa swoje traumy i nie jest tego świadomy, wypiera je, tłamsi chcąc nie chcąc nie potrafi działać inaczej niż zostało mu zakodowane w oprogramowaniu podświadomości. Lecz nie zaprzeczaj swojemu bólowi, nie ignoruj go i nie umniejszaj Jeżeli ktoś był niekochany, to tylko poprzez pracę nad sobą, uleczenie swoich ran i wysoką świadomość, może nie przenosić dalej traumy pokoleniowej. Dlatego to co robisz, Twoje wyjście z roli ofiary, ma ogromne znaczenie dla Ciebie, dla Twoich dzieci ale co ciekawe na głębszym duchowym poziomie uleczasz także swój ród i ludzi wokół siebie.
Nieprzebaczenie nie jest warte choroby, nie jest warte umierania.
Odpuszczam oddaje to Tobie Boże nie będę już tego nieść, błogosław im. Jeśli oddajesz to Bogu, dzieje się magia widzisz tych ludzi jak widzi je Bóg. Widzisz je oczami miłości Jezus mówił żeby kochać swoich wrogów i modlić się za prześladowców. Podejmij, że przebaczenie jest decyzją na całe życie. Przebaczenie jest jak wystawianie śmieci przed drzwi i wiesz, że firma odbierze je i zostaną one zrecyklingowane.
Wiem, nie jest łatwo wybaczyć, a nieraz to jest proces, który trwa jakiś czas, gdzie po kawałeczku odpuszczamy sobie i drugiej osobie, ale ważne jest podjęcie tego świadomego pierwszego kroku, aktu intencji, tak chcę wybaczyć. Kiedy Twoje ciało niedomaga, być może coś dzieje się pod powierzchnią Twojej świadomości, coś domaga się uwolnienia. Prawdziwe, głębokie wybaczenie może być tą magiczną „pigułką” do Twojego uzdrowienia.
A co jeśli nie mogę wybaczyć?
Chcę Cię uspokoić, że to też jest ok. Być może ból jest zbyt duży, zbyt świeży. Nie można wybaczyć „na siłę”. Ale to co możesz zrobić to zająć się tym niejako od innej strony na przykład popracować nad ukochaniem wewnętrznego dziecka, uleczyć matczyną czy ojcowską ranę. I wtedy okaże się, że wybaczenie przyjdzie znacznie łatwiej, będzie naturalnym, a nie wymuszonym aktem. Kiedy wzrastamy w naszym życiu duchowym, kiedy naprawdę zajmiemy się sobą i swoim wnętrzem, posprzątamy nasze „zagracone” niewspierającymi uczuciami, emocjami, przekonaniami umysły wtedy temat przebaczenia przyjdzie naturalnie i niejednokrotnie sam z siebie zostanie uzdrowiony.
Jeżeli czujesz, że temat przebaczenia jest dla Ciebie wyzwaniem zapraszam Cię
na sesje coachingowe ze mną.



